O bacy Bulandzie

Gospodarka pasterska stanowiła przez wieki podstawę utrzymania gorczańskich wiosek. Coroczny wypas wpisany był nieodłącznie w życie każdej społeczności. Gospodarze nie zajmowali się sami tą pracą. Zlecana była ona specjalnie wynajętym pasterzom, którzy na wiosnę zabierali owce ze wsi i przyprowadzali je jesienią.

Organizacja wypasu zajmował się baca. Był to nie tylko najbardziej doświadczony w swoim fachu pasterz ale także osoba poważana we wsi. Musiał posiadać majątek, który stanowił zabezpieczanie w razie gdyby coś złego stało się z owcami. Uważano go też za osobę obdarzoną nadprzyrodzonymi zdolnościami. W wielu przypadkach to właśnie przekonanie o „czarodziejskiej mocy” bacy były podstawą wyboru organizatora wypasu.  

Jednym z najbardziej znanych gorczańskich baców był Bulanda. Naprawdę nazywał się Tomasz Chlipała, a przydomek nadano mu od nazwy przysiółka w Szczawie, gdzie się urodził. W domu siedzieć nie lubił, ciągnęło go w góry. Ale w wieku 22 lata ożenił się w niedalekim Lubomierzu. Żona wniosła mu pokaźne wiano w postaci ziemi ale jego gospodarzenie na niej zupełnie nie interesowało. Najął się więc do pomocy pasterzom. 

Z czasem sam został bacą i na Jaworzynie Kamienieckiej miał swój szałas, gdzie przez blisko pół wieku spędzał większą cześć roku doglądając owiec i wyrabiając sery. I byłby pewnie Bulanda jednym z wielu gorczańskich baców, którzy poszli w zapomnienie gdyby nie jego nadzwyczajne zdolności, które im dalej od jego szałasu, tym większej nabierały barwy i mocy.

Bulanda znał się bowiem świetnie na leczeniu zwierząt i ludzi. Sztuki tej nauczył się podobno w słowackiej Lewoczy, ale nikt nie może tego faktu potwierdzić. Niewątpliwym jest jednak fakt, że na Jaworzynę Kamieniecką przybywali ludzie z całej okolicy poszukując porady w przypadłościach zdrowotnych. Bulanda wielu z nich pomógł stosując napary, wyciągi czy okłady z ziół i produktów owczych.  

Oczywiście mieszkańcy wsi wierzyli także, że posiada tez zdolności magiczne. Miał czarować bydło i owce by dawały bądź nie dawały mleka, miał drogi przez bagna tworzyć lub mosty nad rzekami przerzucać. Na pewno był postacią barwną i nietuzinkową. Na swojej ukochanej hali zbudował kapliczkę, która stoi tam do dziś nosząc jego imię a gdy czuł, że zbliża się śmierć, w 1913 roku urządził wielką ucztę dla sąsiadów, podczas której z wszystkimi się pożegnał ale też wypił jak za młodych lat.