Gorce Władysława Orkana

Gdy w 1875 roku na świat w niewielkim przysiółku Poręby Wielkiej przyszedł na świat Franciszek Ksawery Smaciarz nikt nie podejrzewał nawet, że dzięki temu chłopcu z ubogiej wiejskiej rodziny kolejne pokolenia dowiedzą się o tym jak Gorce wyglądały na przełomie XIX i XX wieku. Same góry były tez wtedy zupełnie inne. Choć linia grzbietów pozostałą ta sama to ciężko dziś szukać choćby śladów tych krajobrazów, wśród których wyrastał mały Franek. 

Rodzice, choć biedni zwracali dużą uwagę na edukację dzieci. Kosztem wielu wyrzeczeń posyłali je do szkoły, a Franek jako najzdolniejszy trafił w końcu na krakowski Uniwersytet Jagielloński. Często niedojadał, dużo chorował ale studia skończył. Do końca życia wspomina w książkach jak matka przychodziła co jakiś czas piechotą z Poręby do Krakowa przynosząc mu z domu jedzenie. Po studiach Franciszek zmienił najpierw nazwisko na Smreczyński, nawiązujące do rodowego nazwiska matki Smreczek a następnie, kiedy zajął się pisarstwem na dobre przybrał pseudonim Władysław Orkan.

Do rodzinnych stron wracał Orkan bardzo często w swojej twórczości. Z kart powieści, strof wierszy wyłaniają się gorczańskie pejzaże zdominowane przez łagodne, rozległe grzbiety, na których pasą się stada owiec, krów i koni. Lasów tu mało, nie tak jak dziś. po polanach niosą się dzwonki pasterskie i nawoływania. Stoją szałasy, płoną ogniska. Tych Gorców już nie ma.

Nie ma też przysiółków podchodzących pod same grzbiety, zamieszkałych przez komorników. Nie ma już na szczęście tej wszechobecnej biedy wyzierającej z większości książek. Na stokach łatwiej spotkać domki letniskowe niż prawdziwe zagrody. 

I nie ma też fragmentów puszczy nietkniętych ludzką nogą. Ostępów, gdzie łatwiej było spotkać wilka czy żbika niż człowieka. Dziś do tych miejsc wiodą szlaki turystyczne, dzięki którym pokazać można piękno gorczańskiej przyrody.

Ale góry same w sobie pozostały niezmienione. Nadal jesienią złocą się wszystkimi kolorami żółci, czerwienią liśćmi buków. Nadal żółkną i brązowieją trawy na polanach, a wiosną pokrywają się morzem krokusów. Przy takim patrzeniu na Gorce Władysław Orkan wciąż może być naszym przewodnikiem.